ArT was HiR

By tworzyć z pasją.....

Mój słitaśny blogasek ;)

2011-10-27 - Kocur

████████████████████████████████████████████████████████████████████████████████
██████████████████████████████▒▓▓███████████████████████████████████████████████
█████████████████████████████░░░░░▒█████████████████████████████████████████████
█████████████████████████████░░░░░░░░▓█████████████████████████████████▓▒░░░░███
█████████████████████████████░░░▒░▒░░░░██████████████████████████████▓▒░░░░░░███
█████████████████████████████░░▒░▒▒▒░░░░▓██████████████████████████▓▒▒░░░░░░░███
█████████████████████████████▒░░▒▒▒▒▒▒▒░░▒███████████████████████▓▒▒▒░░░▒░░░▒███
█████████████████████████████▒░░░▒░▒▒▒▒▒░░░█████████████████████▒▒▒░░░░▒░░░░████
█████████████████████████████▓░▒▒░▒░▒░▒░▒░░░███████████████████▒▒▒░░░░▒░▒▒▒░████
██████████████████████████████░▒▒▒▒▒░▒▒▒░▒░░░▓███████████████▓░▒▒░░▒░▒░▒▒▒░░████
██████████████████████████████░▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒░░▒▒▒▒░▒▒░░░░░▒▒░░▒▓░░░░░░▒▒▒▒▒░████
█████████████████████████████▓░▒▒▒▒▒▒▒░░░▒▒▒▒▒▒▒░░░▒░░░░▒▒░▒░▒▒▒▒▒░▒▒▒▒▒▒▒▒░████
█████████████████████████████░░▒▒▒▒▒▒░░░░░▒▓▓▒▒▒░░▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▓▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒░░▒████
█████████████████████████████░▒▒▒▒▒▒▒▒▒▓▓▓▒░░░░░░░░░░▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒░░░████
█████████████████████████████░▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒░░░░░░░░░░░░░▒▒░▒▒▒▒░▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒░▒████
█████████████████████████████░▒▒▒▒▒▒▒░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░▓▒░░▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒░█████
████████████████████████████▒░▒▒░░░░░░░░░░▒░░▒▒▒░░░░▒░░░░░░░░▒▒▒░░░░▒▒▒▒▒▒░▒████
███████████████████████████▒░░░░░░░░░▒▓███▓█▓░▒▒▒▒░░▒▒▒▒▒░▒███▓▓▓▒░░░░░░▒▒░░▓███
███████████████████████████░░░░░░▒▒░▓██▓█▓░▓█▓░▒▒░░░░▒▒▒░▓█▓██▒▒██▓░▒░▒░░▒░░▒███
██████████████████████████▒░▒▒▒░░░░░▓█▓▓███▓▓█▒▒▒▒▒░░░▒▒░█▓▓████▓█▓░░░▒▓▒░▒░░███
██████████████████████████▒░▒▒▒▒▒▒▒░▒██▓██▓▓██░▒▒▒░░░░░▒▒██▓▓██▓██░░▒▒▒▒▒▒░▒░▓██
██████████████████████████▒░▒▒▒▒▒▒▒▒░░▓██████▓░▒▒▒░░░░░░░▓██████▓░░▓▓▒▒▒▒▒▒▒░▓██
██████████████████████████▒░▒▒▒▒▒▒▒▒▒░░░▒░░░░░▒▒░░░░░░░░░░░░░▒▒░░▒▓▓▒░▒▒▒▒▒▒░███
██████████████████████████▓░▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒░░░░░▒▒▒░░░░░░░░░░░░░░▒▒▒▒▒▓▓▒▒▒▒▒▒░░███
███████████████████████████░░▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒░▒▒▒▒▒▒░░░░░░░░░░░░░░░▒▒▒▒▒▒▒▓▓▒▒▒▒▒░▒███
███████████████████████████▓░▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▓░▒▒▒▒▒░▓░░░░░░░▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒░░████
████████████████████████████▒░▒▒▒▒▒▒▒▒░░░░▒░▒░▒▓███████▒░░░░░░░░▒▒▒▒▒▒▒▒▒░░▒████
█████████████████████████████▒░▒▒▒▒▒▒▒░▒░▒▒▒░░░░▒▓██▓▓░░░░░░░░░░░▒▒▒▒▒▒▒░░░█████
█████████████████████████████▓░▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒░░░░░░▒█░░░░░▒▒▒▒▒▒░░▒▒▒▒▒▒▒░░██████
█████████████████████████████░░▒▒▒▒▒▒▒▒▒░░░░░░░░░▓███▒░░░░░░░░▒▒▒▒▒▒▒▒▒░░███████
████████████████████████████░░▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▓▓▓████████▓▓▓▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒░░▒███████
███████████████████████████░░▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒████████████▒░▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒░░░▓███████
██████████████████████████░░▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒░░████████████░░▒▒▒▒▒▒▒▒▒░░░░████████
█████████████████████████░░▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒░████████████░░▒▒▒▒▒▒▒▒░░░░░▓███████
██████████████████████▓░░░▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒░▒██████████░░▒▒▒▒▒▒▒▒▒░░░░░░███████
███████████████████▓░░░░░░▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒░░███▓▓███░░▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒░░░░░░▓██████
█████████████████▒░░░░░░░▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒░▒▒▓▓▓▓▓▓░░▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒░░░░░░░██████
███████████████▒░░░░░░░░░▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▓▒▓▓▓▓▓▒░▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒░░░░░░░░██████
█████████████▓░░░░░░░░░▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒░░░░░░░▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒░░░░░░░██████
███████████▓░░░▒░░░░░░▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒░░░░░░░░▓█████
██████████▒░░░▒▒▒▒▒░░▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒░░░░░░░░▓█████
████████▓░░░░▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒░░░░░░░░██████
███████▒░░░░▒░▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒░░░░░░░░██████
██████░░░░▒▒▒▒░▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒░░░░░░░░██████
█████░░░▒▒▒▒▒▒▒▒▒░▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒░░░░░░░░▒██████
███▓░░░░░░░░░░░░░░░▒░▒░▒░▒░▒░▒░▒░▒░▒░▒░▒░▒░▒░▒░▒░▒░▒░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░▓██████

Komentarze (0)

2011-07-16 - SunFire, pierwsze starcie

Dotarła niecierpliwie wyczekiwana paczuszka, 10 kilo (żywej ) wagi w paczce która mogła by spokojnie przetrwać upadek z trzeciego piętra. Zatachałem moje szczęście do pokoju, wydobyłem z potopu folii bąbelkowej i w końcu mogłem je dotknąć
Po wstępnych oględzinach i rozbebeszeniu wszelkich elementów które wpadły w łapki doszedłem do wniosku, że przyszedł czas podłączyć prąd by zmierzyć się z bestią. Wyrwałem na szybko kabel z monitora, który miał pecha być zbyt blisko i podłączyłem zasilanie. Zaświeciło się kilka diod, serwer zaczął delikatnie mruczeć, niemniej dopiero guziczek schowany za przednim panelem obudził w nim potwora. Wiatraki zawyły i już nie miałem wątpliwości, że bestia żyje

Tu niestety zaczęły się schody i pojawiło się pytanie co teraz. Maszyna nie ma karty graficznej, Net MGMT czyli port do zarządzania przez sieć zapewne jest nieskonfigurowany albo ma jakieś kosmiczne ustawienia z poprzedniej sieci, Serial MGMT okazuje się, że potrzebuje kabel RJ45-RS232, których zawsze mam tuzin w tylnej kieszeni, ale akurat mam na sobie inne spodnie a na konsoli szeregowej kompletna cisza. Z lekka lipa i nie wiadomo w ogóle którą stronę iść. Ale od czego ma się kolegów

Szybka konsultacja - konsola MGMT i dużo cierpliwości, bo serwer powoli wstaje. Przełomem w sprawie to nie było, ale wiedziałem przynajmniej czego potrzebuję. Egzotyczny kabel RJ45-RS232 czystym przypadkiem mam, ale jednocześnie czystą złośliwością rzeczy martwych kisi się w jakimś kartonie w domu rodziców. No, jechać specjalnie po niego to średni pomysł, na Allegro jakoś nikt nie słyszał o takim kablu (choć co ciekawe na eBay nie ma problemu z dostępnością), a w pracy owszem mają takowy, ale w drugim ośrodku i nie wiadomo gdzie zagrzebany :]
Aż chciało by się powiedzieć za kolegą "pasmo nieustających sukcesów, ale porażka jest nieunikniona", ale udało mi się znaleźć na pomocnej stronie "przepis" na kabelek, więc z braku lepszego pomysłu wyciągnąłem zaciskarkę, odgrzebałem lutownicę i wziąłem się do pracy.

Po dłuższej chwili, paru własnych przeróbkach i dokładnym skonfigurowaniu minicom'a udało mi się nawiązać jakikolwiek kontakt z serwerem. Sukces Łyk herbaty i rzut okiem na komunikaty w konsoli, a tam rzeźnia, burdel i pobojowisko. Serwer próbuje się zabootować z dysków na których ktoś uszkodził ZFSa. W sumie się nie dziwię, bo znamiona zdradzają, że należał wcześniej do jakiejś korporacji, więc pewnie czyścili dane. Niemniej serw nie mogąc odczytać danych rzuca panic i się rebootuje w kółko próbując uruchomić tego nieszczęsnego, uszkodzonego Solarisa w ogóle nie pytając mnie o zdanie. Świetnie...

Do głowy przychodzi mi wymuszenie bootowania z płytki, a pomoże mi w tym zapewne ALOM, o ile tylko dam radę się do niego dobrać. To na szczęście nie było aż tak trudne, wystarczyło wyłączyć całkiem serwer, włączyć ponownie i chwilkę później klepnąć ESC. Fajnie, miło, sympatycznie, podaj hasło.... o.O "pasmo nieustających..." by ich mać. ALOM okazuje się zabezpieczony hasłem, którego oczywiście nie dostałem. Kolejna iteracja googli zdradza, że opcja 'e' po klepnięciu ESC kasuje ustawienia ALOM przywracając ustawienia fabryczne i byłbym w domu gdyby nie fakt, że działa to na serwerach Sun poza V210, V240 i V250....

Inną opcją jest zresetowanie hasła ALOM z poziomu systemu operacyjnego, ale tak się składa, że Solarisa mi jakiś cfaniak rozwalił :/ Kij z ALOMem, przyszło mi do głowy, że jak wypnę dyski to może serv zaniecha bootowania uszkodzonego Solarisa i pozwoli cokolwiek podziałać. Jak pomyślałem, tak zrobiłem. Dyski hot-swap, więc w zasadzie nawet nie trzeba wyłączać zasilania do odpięcia i wreszcie jakiś sukces. Dostałem w prompcie tajemnicze "ok>" mało wymowne, ale przynajmniej przerwało pętle bootowania z dysków i czekało na jakiś rozkaz.
Szybko załapałem, że gadam teraz z OpenBoot czyli wystarczy wrzucić boot cdrom i poleci instalator, ale to by oczywiście było zbyt proste. Zamiast instalatora dostałem komunikatem o braku możliwości odczytania urządzenia i dupa zbita. Po przejrzeniu kilku kolejnych tomów dokumentacji i wydaniu kilkunastu komend na ślepo znalazłem, że problem tkwi w napędzie optycznym co widać na screenie z konsoli.
W sumie, napęd wygląda znajomo. Jakby... No jak ten z laptopów Wyszarpałem z najbliższego lapka czytnik, okazało się, że kształtem i złączem są dokładnie takie same więc uradowany wsadziłem go do serwera i wróciłem do konsoli. Radość nie trwała jednak długo, nowy napęd mimo, iż sprawny również nie został wykryty przez system

Mogę się szarpać z serwerem, ale na niesprawny hardware niestety nie poradzę, więc pierwsze starcie trzeba było zakończyć mailem do dostawcy. Mam nadzieję, że szybko się dogadamy i niedługo będę mógł zobaczyć bestię z Solarisem na pokładzie

Komentarze (3)

2011-07-11 - Światłowody, iskry, słońce i inne paści....

Podczas rozmowy o wyższości NAS nad SAN trafiłem na całkiem niedrogie kontrolery FC na Allegro. Przy takiej cenie grzechem było by się nie skusić, więc postanowiłem zamówić dwie sztuki i poznać w końcu tajemniczy świat światłowodów

Idąc za ciosem przejrzałem inne oferty z kategorii przekonując się, że teraz całkiem porządny serwerek w RACKu można mieć za psie pieniądze. Na produkcję za bardzo się już nie nadają, ale do Osiołkowego laboratorium jak najbardziej
I tak wiedziony pokusą znalazłem SunFire V240, który mimo niewielkiej ceny ma przyzwoite wnętrzności i złącza PCI-X gdzie będę mógł wpiąć wspomniane kontrolery FC. Dodatkowo będę miał okazję poznać architekturę inną niż x86, co było kluczowym argumentem dla rezygnacji z tańszych serwerów HP i IBM.

Wracając do tematu - Fibre Channel, Sparc, Sun i macierz dyskowa, o ile w końcu uda mi się ją zdobyć - będzie się czym bawić ^^

Komentarze (3)

2009-12-16 - Końcoworoczne porządki :)

Minął mi rok w Krakowie. Muszę przyznać, że to jeden z fajniejszych "roków" w moim życiu. Samodzielność jednak poza wracaniem do domu o której się chce wiąże się też ze sprawami przyziemnymi jak gotowanie czy sprzątanie. W sumie, paradoksalnie najtrudniejsza wydała mi się obsługa pralki; W pracy na codzień zajmuję się serwerami za setki tysiecy złotych, a mimo to, wydają się prostsze niż zwykła pralka
Szczęśliwie daję sobię z tym radę, a korzystając z ostatniego aresztu domowego, znanego potocznie jako L4 udało mi się poszerzyć nieco zdolności kulinarne. Na Mikołaja dostałem od Mamy książkę kucharską, choć w sumie nie wiem czy to w dowód uznania, czy bardziej, żebym się wreszcie odczepił i przestał dzwonić z pytaniami

Znalazłem sobie nowy kąt. W zasadzie to też na Żabińcu, tylko 3 ulice dalej. Fajne, nowe mieszkanie, bardzo ładnie urządzone (taaaak, wreszcie mam telewizor ) w którym sobie urzęduję z trzema uroczymi niewiastami Jest to siódme piętro i jak na razie nie ma windy, ale jakoś się przyzwyczaiłem do tych schodów, a za to mam bardzo fajny widok z okna - przy dobrej pogodzie widać na horyzoncie góry

Końcówka roku zapowiada mi się baaardzo ruchliwie. Imprezy firmowe jak rocznica działalności czy wigilia, potem święta, spotkania ze znajomymi, po drodze dyżury w pracy, a zwieńczenie w Norwegii. To ostatnie wydawało mi się fajnym pomysłem, do czasu, aż przyszedł mróz i uświadomił mnie, że mam nieco przerąbane Ale myślę, że nie ma takiego mrozu, któremu nie dały by rady gorrrące rytmy latino, z małym procentowym załącznikiem =]

Komentarze (1)

2009-07-27 - Kraków, salsa, Alior... Wakacje :D

Dzień po dniu mija, a mnie w Krakowie stuka 7 miechów. Zdążyłem się zadomowić i sprawdzić gdzie leją dobre piwo, jednak wciąż mam wrażenie, że bardzo krótko tu mieszkam.
Miasto jest ogromne i pewnie nigdy nie zwiedzę go całego, ale muszę przyznać, że ma w sobie coś specjalnego. Z jednej strony ośrodki technologiczne, z drugiej zabytki starego miasta, a całość przyprawiona odrobiną porządku i organizacji. Sporo tu studentów więc życie nocne kwitnie niezależnie od pory roku i zawsze miło być wśród "swoich"

Całkiem niedawno zapisywałem się na kurs salsy, pamiętam jak w Plazie z podziwem patrzyłem na tańczących weteranów. Też tak chciałem się bawić, jednak wiedziałem, że przedemną dłuuuga droga. Wziąłęm się do roboty, kilka godzin zajęć dziennie i praktyki na salsotekach - jeśli tylko czas i siły pozwoliły to codziennie. Do tego spora dawka pokory, bo niewiedzieć czemu nawet osoby z tej samej grupy, z tego samego kursu - zawsze wydaje się, że tańczą lepiej od ciebie. Tak mi mijały dnie, aż nagle się okazało, że ukończyłem czwarty poziom salsy kubańskiej. W sumie coś w tym jest, bo nie boję się już poprosić koleżanki do tańca i myślę, że wielkiej siary też nie robię na parkiecie (albo mam tak uprzejme koleżanki, że nie mówią złego słowa ).
Tak czy inaczej, świetnie się przy tym bawię, chodź nie jest łatwo gdy obok ciebie tańczą ludzie z kilkuletnim stażem. Jednak spokojnie mogę polecić każdemu spróbowanie swych sił w salsie - tańcu który w przeciwieństwie do tańców towarzyskich nie jest martwą umiejętnością! Zdobyte doświadczenia oprócz własnej satysfakcji mogą przynieść spoooro dobrej zabawy na salsotekach.

W zasadzie to nie zauważyłbym tych 7 miechów gdyby dyrektor nie zawołał mnie na dywanik. Idę do niego ciężko myśląc o co biega, a tu się okazuje, że mi się próbna umowa skończyła i pytanie czy chciałbym przedłużyć współpracę z firmą.
Mnie się tam osobiście dobrze pracuje - są fajne zabawki, spore przywileje i ogromne możliwości. Jest parę mankamentów, ale jak na tak wielką firmę to i tak jest nieźle Dlatego nie odmówiłem propozycji, a kierownictwo jest tak zadowolone z moich usług, że i całkiem miła podwyżka się znalazła.

Myślę, że można to uznać jako ostateczne przypieczętowanie próby czy wyzwania pod tytułem "Kraków". Sesja zaliczona, mam całkiem miły kąt, sporo znajomych na piffko czy salsę no i w robocie są ze mnie zadowoleni, mimo, iż w zasadzie to raz, że nie mam ukończonych studiów, a dwa, że w dziale IT jestem najmłodszy.

Komentarze (4)

2009-06-09 - O Vim'ie słów parę :)

Dla mnie vi jest jak Zen.
Używać vi to jak praktykować Zen.
Każda komenda jest koanem.
Mocarny dla tego, który ogarnął,
nieogarniony dla niewtajemniczonych.

Odkryjesz prawdę o nim za każdym razem, gdy go użyjesz.

–reddy@lion.austin.com

W internecie można znaleźć sporo poradników efektywnego korzystania z Vim'a. Sam się do niego przekonałem jakiś czas temu, ale każda taka lekturka mnie zadziwia, odsłaniając kolejne przepotężne możliwości tego niepozornego edytora.
Dziś na tapetę trafił artykuł: http://jakilinux.org/aplikacje/konsola/efektywne-edytowanie-vimem/ I mogę go polecić każdemu początkującemu, który zna już podstawy (czyli wie jak wyjść z Vi ). Oczywiście nie ma tam wszystkich podstawowych funkcji jak u-undo i ctrl+R-redo, ale z tego co znalazłem zrobiłem sobie niezłą ściągę
Szczególnie przypadły mi do gustu funkcje przeznaczone do pracy z kodem źródłowym, a w tym K-otwiera manual do funkcji/komendy znajdującej się pod kursorem.

Eh, czasem człowiek nie zdaje sobie sprawy, jakie potężne narzędzia ma w zasięgu łapek. Ale tym bardziej zapraszam do lektury i życzę sobie i Wam efektywnej pracy z Vim'em

Komentarze (2)

2009-04-14 - We're back!

Lapek miał straszny wypadek - coś naprawdę wielkiego w niego pierdyknęło, aż się dziwię, że w ogóle żyje. Walnęło tak, że wszystko powinno iść w drobny mak (tym bardziej, że impet poleciał w matrycę), a jak się okazało, pojawiło się jedynie małe pęknięcie na obudowie.

Niestety podczas wypadku lapek w najlepsze pracował, efektem czego dysk zupełnie odmówił posłuszeństwa. Ze 160GB przestrzeni, po 11 dniach (dosłownie tyle trwała operacja) udało się zgrać niecałe 3GB danych, w dodatku podziurawionych jak ser szwajcarski.
"Oczywiście robisz regularne backupy" usłyszałem chórem od kolegów. Oczywiście opracowałem system backupowania danych, ale jakoś ostatni zrzut był wykonany w grudniu...
Projekty z ostatnich kilku miesięcy poszły w cholere, dokumentacja, programy, wszystko. Niestety łącznie z wersją developerską tej stronki, a kod był tuż przed większym upgrade.

Odzyskiwanie środowiska trwało ponad tydzień, nieco krócej opracowanie, wdrożenie i przetestowanie nowego systemu backupowania, natomiast samych danych jeszcze długo nie skompletuję. Do czego zmierzam - jest takie stare powiedzenie, że świat dzieli się na ludzi którzy robią backupy i na tych, co będą je robić. Cała "impreza" kosztowała mnie sporo czasu i zdrowia, także uczmy się na błędach i pamiętajcie o backupie.

W praktyce narzędzia do odzyskiwania danych nadają się tylko do awarii software'owych (przy padzie dysku wiele nie zdziałają), a i wtedy nie mają 100% skuteczności, dlatego podstawą powinien być porządny backup. Szczęśliwie obecnie dyski drogie nie są, więc taka inwestycja nie powinna nikogo zaboleć, a z pewnością zwróci się z nawiązką już przy pierwszym "użyciu"

Komentarze (3)

2009-01-25 - Sesja :/

Dopadła mnie kolejna sesja. Koledzy z roboty oczywiście nie stracili okazji by trochę przyszydzić (ale sam bym sobie też na ich miejscu nie żałował ).
Poza egzaminami, trzeba było oddać jeszcze sprawozdania na labolatoria. Obiecywałem sobie, że tym razem będę je robił na bieżąco, ale kurna wyszło jak zawsze na ostatnią chwilę :] Ostatnie dwa dni posiedzenia w pracy do późna w nocy i chodzenie głodnym - bo wracałem tak późno, że nawet "nocne" sklepy były już pozamykane. W piątek poszedłem sobie zrobić jakąś kolację. Udało mi się znaleźć w resztkach zapasów jakieś dwie małe kromeczki, kawałek sera i trochę ketchapu. Uradowany, że cokolwiek zjem wychodzę z kuchni, a tam kot przy pełnej misce żarcia z porcją tuńczyka na talerzyku obok. Poczułem się.... jak student

Ale się udało wyrobić w terminie (chodź sam w to wątpiłem), więc przynajmniej jeden problem z głowy. Na laborkach kolo zaczął sprawdzać nasze wypociny, a nam na ten czas dał parę fajnych zabawek. Były to gotowe, dydaktyczne układy, w zasadzie już mikrokomputerów opartych na 8051. Płytka ok 25x25cm miała w sobie uC, eeprom z wbudowanymi dodatkowymi funkcjami jak IF albo EQU (coś jakby DEFINE w C), wyświetlacz tekstowy, 7 wyświetlaczy segmentowych, małą klawiaturkę, buzzera, diody, kilka portów I/O, przetworniki AC/DC i vice versa, banki pamięci i co najlepsze całość była programowana poprzez RS232 bez jakiejkolwiek fizycznej ingerencji w układ.
"Zabaweczka" za dobre parę setek złotych, więc niestety raczej sobie takiej nie sprawię, ale przyznam, że mnie tym kolo ucieszył. Miałem radochę jak przedszkolak znajdujący pod choinką ogromny wóz strażacki
Przypomniały mi się mikroprocki z technikum. Jak się okazało nie tak wiele zdążyłem zapomnieć. Problemem niestety był ogrom układu - pamiętałem jak coś zaprogramować ale trzeba było znaleźć gdzie dane urządzenie jest podpięte i jak się do niego odwołać. Na pewno nie jest to zabawka do rozgryzienia na jednych laborkach. Ale jeśli na przyszłych też mamy się tym zajmować, to ja już mogę zadeklarować wysoką frekwencję

Życie toczy się także po pracy i po szkole. Udaje mi się ostatnio coraz częściej z kimś wyrwać. I tu chciałbym pozdrowić towarzystwo do kawy, piffka, kina, zakupów czy po prostu spaceru. Dzięki Wam życie jest sporo ciekawsze

Komentarze (3)

2009-01-02 - New year - new hope...

Miesiąc w Krakowie za mną. W robocie pozytywnie - jakoś nie pamiętam kiedy wyszedłem po ośmiu godzinach, ale to nie dlatego, że muszę, a dlatego, że chcę. Ludzie są naprawdę mili - pozdrowienia dla Zespołu, no i dla Zbyszka za tą jego cierpliwość do mnie Robić też jest co - pełno zabawek w koło, rozwiązań i technologii takich, że szczena opada. Budynek zwiedziłem cały, jednak zwiedzenie całej infrastruktury serwerowej pewnie nie zmieści się do końca tego roku ^^

Tak sobie mile spędzam nieco ponad trzecią część życia. Odbija się to niestety na moich studiach. Coraz mniej mi się chce zajmować takimi pierdołami i męczyć się nad kompletnie wyjętymi z rzeczywistości problemami. Nie śmiejta się, ale idąc na te studia miałem cichą nadzieję, że jednak _czegoś_, choćby niewielkiego się nauczę

Co do reszty, adaptuję sobie pokój (nie ma jak spersonalizowane środowisko geeka ), kręgle, spacerki i te sprawy. Miasta całego jeszcze nie zwiedziłem, więc jakby kto miał ochotę na browarek, or sth to zapraszam

Na koniec nawiązując do tytułu, nie jest lekko pracować, studiować i jeszcze zajmować się, że tak powiem domem - zakupy, gotowanie, sprzątanie, pranie, etc, ale przyznam, że piękna jest ta całkowita niezależność - robić co się chce, kiedy się chce. Mam nadzieję, że w tym roku zmontuję równie udany, jeśli nie lepszy manewr

Powodzenia w nowym roku,
Art =]

Komentarze (5)

2008-12-03 - Wyższa kultura =]

No i stało się! Rzuciłem wszystko w cholerę i ruszyłem na Kraków. Nowe miasto, nowy dom, nowa praca. Niby to samo, ale więcej, lepiej, jakby z klasą

Praca bez sztywnych ram czasowych, ekipa cholernie sympatyczna, do tego pełno zabawek. Sam mam się zająć wirtualizacją, a więc na nudę nie powinienem narzekać

Miesiąc temu taka wizja wydawała mi się mało realna, a sądząc po reakcji otoczenia, do samego końca nie wyglądało, że się uda (pozdr. dla tych sceptyków - przynajmniej miałem komu na przekór zrobić ;P ).

Generalnie stan obecny i najbliższe perspektywy bardzo mnie zadowalają i czuję się tu dobrze A więc ludziska, co to się rok temu deklarowali, że pojadą ze mną do Krakowa... Zbierajcie się, bo kurde warto :]

Komentarze (7)

2008-10-21 - Kierunek Kraków

W końcu coś ruszyło w kwestii mojej roboty. Ktoś oddzwonił i zaproponował mi spotkanie w jakimś rozsądnym terminie (a nie jutro godzina 9:00 i kropka).

Wziąłem dzień wolnego, samochód mamy i w drogę. Specjalnie ciężko dotrzeć nie było - jak się okazało, przejeżdżaliśmy tam nieraz z Rudym w drodze na UJot. Na miejscu zastałem mały pasaż handlowy i wznoszący się nad nim szklany budynek. W środku równie efektownie, do tego ochrona, kamery, robi wrażenie.

Dotarłem do biura, okazuje się, że to w cale nie jest "pokój 102" a dosyć duża placówka - całości nie zwiedzałem, ale widziałem tam spokojnie ponad setkę ludzi. Na korytarzach ruch - co chwila ktoś wchodzi czy wychodzi. Wszystkie drzwi z kontrolą dostępu, a co ciekawe klucze magnetyczne mają w pendrive'ach.

Trochę się czuję jak wieśniak wpuszczony w wielkie miasto "ooo samochód tu mają" Ale w pewnym stopniu tak było. Brakuje mi dużego miasta, dużej firmy pełnej ciekawych ludzi i pomieszczeń, jak GIG na przykład i kurcze muszę się wreszcie wyrwać, nie ważne czy Kraków czy Katowice, ale do przodu

Komentarze (1)

2008-09-12 - Dzień Programisty

Piątek - tygodnia koniec i początek. Świetna okazja by wypić coś ze znajomymi. Za pamięć dziękuję wszystkim, którzy widzą we mnie kogoś więcej niż tylko "napraw mi kompa" Jedno z niewieku świąt jakie obchodzę (babcią, tatą ani nauczycielem nie jestem ;p ) tym milej będę to wspominać. Na koniec, debata z kumplem na temat projektu, w pewnym momencie kumpel, przeciwny mojej koncepcji osadzenia gry w trójwymiarowym środowisku wypala:
"jedyny program, którym potrafię coś malować w 3d to notatnik"
I to jest piękne w tym fachu

Komentarze (0)

2008-09-10 - Startujemy

Doszedłem do wniosku, że ja też chcę mieć swój słitaśny blogasek Nie wiem jeszcze czy wmontuje tu komentarze, bo jak czasem czytam inne blogi to czasem się za głowę łapię, a nie chciałbym tu onetu czy wykopu Na koniec, buziaczki dla Karoli, trzymam kciuki, by jej się z tym Krakowem udało ;*

Komentarze (1)